Archive for the 'Daily' Category

Gastrofuna: Tortilla z mielonym mięsem

Ilość osób: 3-4
Czas przygotowania: ok. 30 minut

Składniki

  • 45dag mielonego z indyka
  • słoiczek sosu Taco
  • paczka tortilli kukurydzianych albo pszennych (co kto woli, można się pokusić o smażenie od podstaw, wbrew pozorom nie jest to trudne, za to trochę czasochłonne)
  • cebula
  • 2-3 kolorowe papryki
  • puszka kukurydzy
  • oliwa do smażenia
  • Przygotowanie

    Skrojoną w kostkę lub pióra cebulę szklimy na patelni, dodajemy mielone mięso, smażymy na wolnym ogniu. Po obsmażeniu mięsa dodajemy sos Taco, przykrywamy, dusimy 15-20 minut. W międzyczasie kroimy paprykę w drobną kostkę, po 20 minutach duszenia mięsa z sosem dodajemy ją i dusimy całość jeszcze 5-10 minut. Zawijamy w tortille nadzienie zgodnie z tym poradnikiem, jeśli nie wiemy jak. Podczas zawijania do nadzienia możemy dodać odcedzoną z soku kukurydzę, jeśli ktoś lubi. Voila!

    Nie jesteśmy jeszcze stu procentowym esdeemem.

    Ostatnio na ndikufunie tylko gastrofuna i gastrofuna. A my nie tylko razem gotujemy. ;) Zdarza nam się przecież sprzątać, chodzić na zakupy. ;)

    To też, ale tak na poważnie, to nie jesteśmy jeszcze stu procentowym esdeemem. Cieszymy się swoją obecnością, lubimy spędzać ze sobą czas, a nawet mamy sprzeczki, w których mój M. nie ma ostatniego zdania, które brzmi ‘dobrze, kochanie’.

    Praca uniemożliwia nam spędzanie ze sobą tyle czasu w wakacje, ile byśmy chcieli. Bo przeważnie ja zaczynam, gdy M. wychodzi z pracy.
    Ale udało się nam pojechać na 4 dni na wieś. Wspaniałe 4 dni… 24 godziny na dobę Razem. Łapałam się na tym, że myślałam, że to zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Mimo, że nie było śniadania do łóżka i polnych kwiatów, czułam się, jak podczas pierwszego wyjazdu, gdy byliśmy ze sobą nie 26 miesięcy, a tylko 2.
    Byliśmy także na weselu Dichiego, mojego kolegi. Każde nowe doświadczenie czegoś nas uczy o nas samych. Na szczęście są to pozytywne kwestie.

    Szukamy sali weselnej. No cóż, przyszła kryska na matyska. ;) Jutro jedziemy oglądać pierwsze miejsce, chcemy termin na sierpień lub wrzesień 2008 2009. Włączyło mi się myślenie życzeniowe i popełniłam cyfrówkę. ;)

    Gastrofuna: Risotto z pomidorami i parmezanem

    Ilość porcji: 4
    Czas przygotowania 30-40 minut.

    Składniki

    • ryż do risotto (3 szklanki)
    • puszka pomidorów
    • 2 ząbki czosnku
    • 1 cebula
    • oliwa z oliwek do smażenia albo olej z pestek winogron
    • bulion warzywny (2 kostki)
    • tarty parmezan
    • pęczek świeżej bazylii
    • sól, pieprz do smaku

    Przygotowanie

    Rozpuszczamy kostki bulionu w litrze wrzącej wody, cebulę i czosnek siekamy w drobną kostkę i podsmażamy na oliwie. Dodajemy ryż, podsmażamy kolejne 5 minut, w między czasie podgrzewamy bulion (jeśli wystygł). Dodajemy pomidory i szklankę bulionu, smażymy kolejne 20-30 minut, aż ryż zrobi się miękki. Bulion będzie nam odparowywał w czasie podgrzewania, więc dolewamy w trakcie parowania tak, żeby ryż miał się w czym gotować.
    Podajemy w głębokich talerzach posypane parmezanem i posiekaną bazylią.

    Smacznego!

    Gastrofuna, czyli kuchnia: Tagliatelle/penne z kurczakiem i pomidorami

    Składniki

    • Marynata
      • olej albo oliwa
      • ocet balsamiczny (2 łyżki)
      • łyżeczka tymianku
      • sól, pieprz do smaku
    • Sos
      • śmietana 150g (można zastąpić Ramą Cremefine, jeśli ktoś lubi mocno przetworzoną chemię pod pozorem odchudzania ;))
      • podwójna pierś z kurczaka
      • puszka pomidorów z czosnkiem
    • makaron tagliatelle lub penne, 1 paczka
    • bazylia

    Przygotowanie

    • ilość porcji: 4-5

    Przygotować marynatę, mieszając ocet balsamiczny, olej, tymianek, sól i pieprz. Kurczaka umyć i pokroić w drobną kostkę, zanurzyć w marynacie, odstawić pod przykryciem do lodówki na minimum 20 minut.

    Po wyjęciu zamarynowanego kurczaka obsmażyć, dodać pomidory i na samym końcu śmietanę. W międzyczasie ugotować makaron al dente. Sos dusić razem do momentu aż wszystko ładnie się połączy, w przypadku gdy sosu wychodzi sporo, część odparować. Polać makaron sosem, udekorować listkiem bazylii. Najlepiej podawać w głębokich talerzach.

    Wytrzymasz ze mną jeszcze trochę?

    26.05. 2008r. środek miasta, środek dnia.

    Mariusz powiedział “Wytrzymałaś 2 lata. Wytrzymasz ze mną jeszcze trochę? ” i dał mi pierścionek.

    Czemu mój stanik rozpina się sam w Twoim łóżku? ;)

    Gosia: Czemu rozpiąłeś mi stanik?
    Mariusz: Nie rozpiąłem.
    Gosia: Czemu mój stanik rozpina się sam w Twoim łóżku?
    Mariusz: Nie wiem, ale Mama jest w kuchni. [I wszystko słyszy]. :]

    Nieźle mnie załatwił mój facet, nie? :D

    Noc muzeów, czyli historia lubi się powtarzać.

    Noc Muzeów jest dla mnie i Gosi czymś bardzo wyjątkowym. Noc muzeów 2006 uznajemy za oficjalny początek naszego bycia razem - to wtedy o 21.00 moknąc w strugach deszczu pod Domem Turysty PTTK podświadomie powiedzieliśmy sobie, że raz się żyje - a nuż się uda. I udało się. Mamy więc nieco “płynną” rocznicę - wypada kalendarzowo 19. maja, lecz mentalnie co roku w czasie Krakowskiej Nocy Muzeów. Na dziś planowaliśmy trzy miejsca - Muzeum Lotnictwa Polskiego, mury obronne i Muzeum Inżynierii. Z tego wszystkiego - z powodu mojego średniego stanu zdrowia i pogody - wyszło nam tylko Muzeum Lotnictwa. Dwa lata temu było tak samo - planowaliśmy dużo, w końcu odwiedziliśmy jedno muzeum (Historii Fotografii), a potem w drodze do Ogrodu Botanicznego pokonała nas pogoda. Tak jak dziś.
    Najwyraźniej historia lubi się powtarzać. :)

    Nie rozumiem wielu oczywistych oczywistości.

    Zbliżają się Nasze dwa lata. Dokładnie za 11 dni. Minęło jak z bicza strzelił, jak to mówią.

    Nasz 23. “dziewiętnasty miesiąca” spędziliśmy na weselu Elwiry i Rafała.
    Nasz 24. spędzimy nieważne gdzie, byle Razem.

    Za jakiś czas Nasz związek się umocni. Jestem tak pewna słuszności tej decyzji, że nie jest dla mnie istotne, czy będzie to za 5, 10, czy 30 dni. Będzie.

    Czasem rozumiemy się bez słów.

    A czasem musimy sobie wiele tłumaczyć, bo dzieli nas płeć. Sprzeczki o pierdoły są męczące, ale tak naprawdę przydatne - wyjaśniają niepotrzebne nieporozumienia, różnice poglądów.

    Chociaż dzisiaj dowiedziałam się, że w kwestii kłócenia się mam w sobie mało kobiety - trochę się pofochuję, a za chwilę i tak powiem, czemu jest mi źle. I tak chyba powinno być, bo konstrukcja związku zbudowana na niedomówieniach nie bywa trwała.
    Trochę pokory; ja też nie rozumiem wielu oczywistych oczywistości, które są jasne i zrozumiałe dla facetów.

    Jak będziemy mieć dziecko…

    Mariusz: Jak będziemy mieć dziecko, chciałbym, żeby to była dziewczynka.
    Gosia: Ja chciałabym, żeby było zdrowe. A czemu dziewczynka?
    Mariusz: Bo byłaby córeczką tatusia.
    Gosia: A ja będę ‘ta zła’?
    Mariusz: Mhm. Bo chłopcy to maminsynki.

    :]

    Za tydzień mamy wesele znajomych. Jedziemy w piątek, wracamy w niedzielę lub poniedziałek.  Jeszcze nie kupiliśmy prezentu, nie znalazłam takiego wzoru, jaki sobie umyśliłam.

    Mój mężczyzna zrobił dziś samodzielnie obiad. Mój, nie oddam. :P

    Kwiecista mowa i to nie tylko słowa ;)

    Ostatnio czas upływa nam na sprawianiu sobie prezentów.

    Ja na Dzień Kobiet sprezentowałam sobie równocześnie przeziębienie i okres. :] Natomiast mój mężczyzna wspaniale mnie zaskoczył - tym i tym. :) Ukochane białe róże, różowa koszulka z jednorożcami. Moje Szczęście nie zapomniało też o swej Teściowej2b - ma chłopak gest.

    Już ja sama dochodzę do wniosku, że mój M. wydaje na mnie zdecydowanie za dużo. ;) Na szczęście na niektóre ciuchy ‘tylko’ pożycza mi pieniądze. Czasem w rewanżu i mnie udaje się Mu coś sprezentować - np. kolejną czapkę. :)

    Mieliśmy wczoraj niezłą wymianę zdań:
    Gosia: Cmoka!
    Mariusz: Ja nie jestem dziś od dawania cmoków, tylko kwiatków.
    Gosia: To pozostałe 364 dni jesteś od cmokania?
    Mariusz: Nie, wtedy jestem do niczego.

    Aby zachować równowagę w prezentowaniu wypowiedzi tryskających mądrością, zacytuję także rozmowę sprzed kilku dni.

    Gosia: Mariusz, zadzwoń do tych naszych znajomych i umówmy się na poniedziałek.
    Mariusz: Czemu na poniedziałek?
    Gosia: Bo Ty masz czas, a ja mam okres. :]

    Tak to bywa, jak człowiek strzeli a nie nabije.

    Moje Scynście chciało podarować mi kwiaty także kilka dni temu. Przechodziliśmy koło kwiaciarni i mój Mężczyzna postanowił kupić mi goździka w celofanie. Nie udało się to niestety, ponieważ…

    Pan Z Kwiaciarni: (rozmawia przez telefon) Acha, achaachaacha, achaacha, achchchcha, achaaaa… (po dwóch minutach) acha… No to pa pa!
    Mariusz: Chciałbym prosić jeden ten różowy kwiatek.
    Pan Z Kwiaciarni: (Uśmiecha się szeroko nieszczerym uśmiechem, splata dłonie i przesłodzonym głosem mówi) Nie polecałbym.
    Mariusz (i ja): ?!
    Pan Z Kwiaciarni: Bo widzą Państwo, one są takie już wiotkie (śmieje się z własnego stwierdzenia), ale jutro będę miał dostawę świeżych kwiatów.

    Wypatrzyłam ładną suknię ślubną. Sukcesem jest, że podoba się i mnie i mojemu M. Oczywiście suknie ślubne oglądam tylko i wyłącznie dlatego, że moja friend jest projektantką biżuterii ślubnej. ;)