26.05. 2008r. środek miasta, środek dnia.
Mariusz powiedział “Wytrzymałaś 2 lata. Wytrzymasz ze mną jeszcze trochę? ” i dał mi pierścionek.
bez Ciebie nie ma mnie…
26.05. 2008r. środek miasta, środek dnia.
Mariusz powiedział “Wytrzymałaś 2 lata. Wytrzymasz ze mną jeszcze trochę? ” i dał mi pierścionek.
Gosia: Czemu rozpiąłeś mi stanik?
Mariusz: Nie rozpiąłem.
Gosia: Czemu mój stanik rozpina się sam w Twoim łóżku?
Mariusz: Nie wiem, ale Mama jest w kuchni. [I wszystko słyszy]. :]
Nieźle mnie załatwił mój facet, nie? ![]()
Mariusz: Jak będziemy mieć dziecko, chciałbym, żeby to była dziewczynka.
Gosia: Ja chciałabym, żeby było zdrowe. A czemu dziewczynka?
Mariusz: Bo byłaby córeczką tatusia.
Gosia: A ja będę ‘ta zła’?
Mariusz: Mhm. Bo chłopcy to maminsynki.
:]
Za tydzień mamy wesele znajomych. Jedziemy w piątek, wracamy w niedzielę lub poniedziałek. Jeszcze nie kupiliśmy prezentu, nie znalazłam takiego wzoru, jaki sobie umyśliłam.
Mój mężczyzna zrobił dziś samodzielnie obiad. Mój, nie oddam. ![]()
Ostatnio czas upływa nam na sprawianiu sobie prezentów.
Ja na Dzień Kobiet sprezentowałam sobie równocześnie przeziębienie i okres. :] Natomiast mój mężczyzna wspaniale mnie zaskoczył - tym i tym.
Ukochane białe róże, różowa koszulka z jednorożcami. Moje Szczęście nie zapomniało też o swej Teściowej2b - ma chłopak gest.
Już ja sama dochodzę do wniosku, że mój M. wydaje na mnie zdecydowanie za dużo.
Na szczęście na niektóre ciuchy ‘tylko’ pożycza mi pieniądze. Czasem w rewanżu i mnie udaje się Mu coś sprezentować - np. kolejną czapkę.
Mieliśmy wczoraj niezłą wymianę zdań:
Gosia: Cmoka!
Mariusz: Ja nie jestem dziś od dawania cmoków, tylko kwiatków.
Gosia: To pozostałe 364 dni jesteś od cmokania?
Mariusz: Nie, wtedy jestem do niczego.
Aby zachować równowagę w prezentowaniu wypowiedzi tryskających mądrością, zacytuję także rozmowę sprzed kilku dni.
Gosia: Mariusz, zadzwoń do tych naszych znajomych i umówmy się na poniedziałek.
Mariusz: Czemu na poniedziałek?
Gosia: Bo Ty masz czas, a ja mam okres. :]
Tak to bywa, jak człowiek strzeli a nie nabije.
Moje Scynście chciało podarować mi kwiaty także kilka dni temu. Przechodziliśmy koło kwiaciarni i mój Mężczyzna postanowił kupić mi goździka w celofanie. Nie udało się to niestety, ponieważ…
Pan Z Kwiaciarni: (rozmawia przez telefon) Acha, achaachaacha, achaacha, achchchcha, achaaaa… (po dwóch minutach) acha… No to pa pa!
Mariusz: Chciałbym prosić jeden ten różowy kwiatek.
Pan Z Kwiaciarni: (Uśmiecha się szeroko nieszczerym uśmiechem, splata dłonie i przesłodzonym głosem mówi) Nie polecałbym.
Mariusz (i ja): ?!
Pan Z Kwiaciarni: Bo widzą Państwo, one są takie już wiotkie (śmieje się z własnego stwierdzenia), ale jutro będę miał dostawę świeżych kwiatów.
Wypatrzyłam ładną suknię ślubną. Sukcesem jest, że podoba się i mnie i mojemu M. Oczywiście suknie ślubne oglądam tylko i wyłącznie dlatego, że moja friend jest projektantką biżuterii ślubnej. ![]()
Gosia: Chcę już jutro po egzaminie.
Mariusz: Pocieszę Cię: jutro po egzaminie będzie już jutro po egzaminie.
Jestem na półmetku sesji. Kiedy widzę notatki, robię tak.
Gosia: Wiem, że będzie to dla Ciebie życiowa tragedia, ale nie umaluję się.
Mariusz: Oh, ah.
Gosia: Taka ta Twoja świnia, nawet się jej malować nie chce.
Mariusz: HAHA =D
Doszliśmy dziś do wniosku, że partnerki informatyków mają specyficzne poczucie humoru. Jak przekonać męża do założenia innej bluzy? Powiedzieć mu, że obecna wygląda, jakby za*ebał ją z pomocy dla powodzian. [Oczywiście nic do powodzian nie mamy.]
Mariusz: http://www.polskatimes.pl/592_8754.htm
Gosia: “Prawdziwa Miłość Poczeka” :]
To się dowiedzieliśmy. :]
Jak ja uwielbiam to ingerowanie w czyjąś prywatność.
Mariusz: ]:->
Jesteśmy nieprawdziwi :S
Czuję się jak ta łyżka z Matrixa. ;P
P.S. Dziś jesteśmy poza zasięgiem. Świętujemy Nasze 1,5 roku, które Nam dziś mija. :):):)
Szybko, prawda?
Niestety, nie na polskie, a przynajmniej krakowskie warunki.
Rozmawialiśmy wczoraj o tym, że niedługo zaczną się wesela, bo taki wiek i kumple mojego M. pewnie będą się powoli obrączkować. Z mojej strony szykuje się póki co jeden ślub [Państwo B.
]. Wyraziłam swoje ubolewanie nad faktem, iż termin trzeba obecnie rezerwować rok wcześniej.
ja: To jest głupie. Wg mnie jeśli para się zdecyduje, to powinno być od razu, w niewielkiej odległości czasowej.
Craig: *z ironią w głosie* Tak, Ty to byś chciała za 3 dni!
ja: Daj mi chociaż 3 miesiące na wybór sukienki!
… i to ostatnie zdanie usłyszeli sąsiedzi mojego M. Ups…
Kolejny obiad u Babci M., kolejny cytat.
Po dwudaniowym (sic!) obiedzie [a wiadomo, jakie porcje serwuje każda Babcia... wymiękłam po zupie], Babcia na deser (sic!) przygotowała słodycze. Częstowała m.in. pyszną czekoladą, wspominając, że dostała ją w prezencie. W pewnym momencie wzięła do ręki jej opakowanie, zaczęła czytać i powiedziała “5,65 zł… e… myślałam, że jestem droższa.”
A My? Głównie pracujemy. Mamy w planie iść w czwartek na wystawę “Nie tylko art déco” w Muzeum Narodowym. (W czwartki wejście jest za free.)
Opowiadałam Babci M. o tekście Profesor z mojej uczelni, która mówiła nam, że obecnie archeologia powoli zaczyna stwierdzać, że w ludach pierwotnych to kobiety były królami, bo odkryły, kiedy kontakt z mężczyzną daje potomstwo, a kiedy nie - i były to w stanie regulować. Ale potem faceci też się zorientowali i dlatego przejęli władzę. I kontynuowała, że kiedyś faceci byli płodni w 100 %, a potem w miarę chorób i cywilizacji ich płodność zaczęła maleć. Obecnie podobno globalnie są płodni w 30% (sic!). Co skonkludowała tekstem “Widzicie dziewczyny, kończą się nam samce!”.
Na co Babcia M. stwierdziła “No, czyli będzie coraz gorzej. To wy zaczynajcie już teraz!”