Author Archive for Gosia

Nie jesteśmy jeszcze stu procentowym esdeemem.

Ostatnio na ndikufunie tylko gastrofuna i gastrofuna. A my nie tylko razem gotujemy. ;) Zdarza nam się przecież sprzątać, chodzić na zakupy. ;)

To też, ale tak na poważnie, to nie jesteśmy jeszcze stu procentowym esdeemem. Cieszymy się swoją obecnością, lubimy spędzać ze sobą czas, a nawet mamy sprzeczki, w których mój M. nie ma ostatniego zdania, które brzmi ‘dobrze, kochanie’.

Praca uniemożliwia nam spędzanie ze sobą tyle czasu w wakacje, ile byśmy chcieli. Bo przeważnie ja zaczynam, gdy M. wychodzi z pracy.
Ale udało się nam pojechać na 4 dni na wieś. Wspaniałe 4 dni… 24 godziny na dobę Razem. Łapałam się na tym, że myślałam, że to zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Mimo, że nie było śniadania do łóżka i polnych kwiatów, czułam się, jak podczas pierwszego wyjazdu, gdy byliśmy ze sobą nie 26 miesięcy, a tylko 2.
Byliśmy także na weselu Dichiego, mojego kolegi. Każde nowe doświadczenie czegoś nas uczy o nas samych. Na szczęście są to pozytywne kwestie.

Szukamy sali weselnej. No cóż, przyszła kryska na matyska. ;) Jutro jedziemy oglądać pierwsze miejsce, chcemy termin na sierpień lub wrzesień 2008 2009. Włączyło mi się myślenie życzeniowe i popełniłam cyfrówkę. ;)

Wytrzymasz ze mną jeszcze trochę?

26.05. 2008r. środek miasta, środek dnia.

Mariusz powiedział “Wytrzymałaś 2 lata. Wytrzymasz ze mną jeszcze trochę? ” i dał mi pierścionek.

Czemu mój stanik rozpina się sam w Twoim łóżku? ;)

Gosia: Czemu rozpiąłeś mi stanik?
Mariusz: Nie rozpiąłem.
Gosia: Czemu mój stanik rozpina się sam w Twoim łóżku?
Mariusz: Nie wiem, ale Mama jest w kuchni. [I wszystko słyszy]. :]

Nieźle mnie załatwił mój facet, nie? :D

Nie rozumiem wielu oczywistych oczywistości.

Zbliżają się Nasze dwa lata. Dokładnie za 11 dni. Minęło jak z bicza strzelił, jak to mówią.

Nasz 23. “dziewiętnasty miesiąca” spędziliśmy na weselu Elwiry i Rafała.
Nasz 24. spędzimy nieważne gdzie, byle Razem.

Za jakiś czas Nasz związek się umocni. Jestem tak pewna słuszności tej decyzji, że nie jest dla mnie istotne, czy będzie to za 5, 10, czy 30 dni. Będzie.

Czasem rozumiemy się bez słów.

A czasem musimy sobie wiele tłumaczyć, bo dzieli nas płeć. Sprzeczki o pierdoły są męczące, ale tak naprawdę przydatne - wyjaśniają niepotrzebne nieporozumienia, różnice poglądów.

Chociaż dzisiaj dowiedziałam się, że w kwestii kłócenia się mam w sobie mało kobiety - trochę się pofochuję, a za chwilę i tak powiem, czemu jest mi źle. I tak chyba powinno być, bo konstrukcja związku zbudowana na niedomówieniach nie bywa trwała.
Trochę pokory; ja też nie rozumiem wielu oczywistych oczywistości, które są jasne i zrozumiałe dla facetów.

Jak będziemy mieć dziecko…

Mariusz: Jak będziemy mieć dziecko, chciałbym, żeby to była dziewczynka.
Gosia: Ja chciałabym, żeby było zdrowe. A czemu dziewczynka?
Mariusz: Bo byłaby córeczką tatusia.
Gosia: A ja będę ‘ta zła’?
Mariusz: Mhm. Bo chłopcy to maminsynki.

:]

Za tydzień mamy wesele znajomych. Jedziemy w piątek, wracamy w niedzielę lub poniedziałek.  Jeszcze nie kupiliśmy prezentu, nie znalazłam takiego wzoru, jaki sobie umyśliłam.

Mój mężczyzna zrobił dziś samodzielnie obiad. Mój, nie oddam. :P

Kwiecista mowa i to nie tylko słowa ;)

Ostatnio czas upływa nam na sprawianiu sobie prezentów.

Ja na Dzień Kobiet sprezentowałam sobie równocześnie przeziębienie i okres. :] Natomiast mój mężczyzna wspaniale mnie zaskoczył - tym i tym. :) Ukochane białe róże, różowa koszulka z jednorożcami. Moje Szczęście nie zapomniało też o swej Teściowej2b - ma chłopak gest.

Już ja sama dochodzę do wniosku, że mój M. wydaje na mnie zdecydowanie za dużo. ;) Na szczęście na niektóre ciuchy ‘tylko’ pożycza mi pieniądze. Czasem w rewanżu i mnie udaje się Mu coś sprezentować - np. kolejną czapkę. :)

Mieliśmy wczoraj niezłą wymianę zdań:
Gosia: Cmoka!
Mariusz: Ja nie jestem dziś od dawania cmoków, tylko kwiatków.
Gosia: To pozostałe 364 dni jesteś od cmokania?
Mariusz: Nie, wtedy jestem do niczego.

Aby zachować równowagę w prezentowaniu wypowiedzi tryskających mądrością, zacytuję także rozmowę sprzed kilku dni.

Gosia: Mariusz, zadzwoń do tych naszych znajomych i umówmy się na poniedziałek.
Mariusz: Czemu na poniedziałek?
Gosia: Bo Ty masz czas, a ja mam okres. :]

Tak to bywa, jak człowiek strzeli a nie nabije.

Moje Scynście chciało podarować mi kwiaty także kilka dni temu. Przechodziliśmy koło kwiaciarni i mój Mężczyzna postanowił kupić mi goździka w celofanie. Nie udało się to niestety, ponieważ…

Pan Z Kwiaciarni: (rozmawia przez telefon) Acha, achaachaacha, achaacha, achchchcha, achaaaa… (po dwóch minutach) acha… No to pa pa!
Mariusz: Chciałbym prosić jeden ten różowy kwiatek.
Pan Z Kwiaciarni: (Uśmiecha się szeroko nieszczerym uśmiechem, splata dłonie i przesłodzonym głosem mówi) Nie polecałbym.
Mariusz (i ja): ?!
Pan Z Kwiaciarni: Bo widzą Państwo, one są takie już wiotkie (śmieje się z własnego stwierdzenia), ale jutro będę miał dostawę świeżych kwiatów.

Wypatrzyłam ładną suknię ślubną. Sukcesem jest, że podoba się i mnie i mojemu M. Oczywiście suknie ślubne oglądam tylko i wyłącznie dlatego, że moja friend jest projektantką biżuterii ślubnej. ;)

Kiedy widzę notatki, robię tak.

Gosia: Chcę już jutro po egzaminie.
Mariusz: Pocieszę Cię: jutro po egzaminie będzie już jutro po egzaminie.

Jestem na półmetku sesji. Kiedy widzę notatki, robię tak.

Cudze ‘bu’.

Od jakiegoś czasu gubię czas. Ucieka mi np. pół godziny, kilka dni. Nie jest to zbyt wskazany stan, szczególnie w sesji, no ale co poradzić.

A przydałoby się być skupionym, bo za mną dopiero 1 egzamin, a czekają mnie jeszcze 3. W zasadzie 4, jak mądrze zauważył ostatnio mój Teść. (W sensie przyszły.)

Mój (w sensie przeszły, obecny i przyszły Mój) ma sesję bez egzaminów. Miał możliwość zwolnienia ze wszystkich. Nie byłby sobą, gdyby nie zrobił świetnych projektów, dzięki którym miał niezdawanie w kieszeni. U mnie zwolnień nie było.

Kucharzymy. A to canneloni, a to tacos, a to tortilla z sosem meksykańskim.

Wczoraj wymyśliliśmy sobie jedzenie, zrobiliśmy listę i wybieraliśmy się do sklepu. Mój był już na przedpokoju, ja nadal w pokoju. W pewnym momencie M. powiedział ‘bu’. Zdziwiona, na co marudzi (bo przecież idziemy na zakupy i będziemy robić pyszny obiad) spytałam “Co Ci bu?”.

Hm. Okazało się, że powiedziałam ‘per ty’ do Teścia, bo to było Jego ‘bu’. ;););) Postanowił przejść na ‘jejku jejku’. ;)

Taka ta Twoja świnia.

Gosia: Wiem, że będzie to dla Ciebie życiowa tragedia, ale nie umaluję się.
Mariusz: Oh, ah.
Gosia: Taka ta Twoja świnia, nawet się jej malować nie chce.
Mariusz: HAHA =D

Doszliśmy dziś do wniosku, że partnerki informatyków mają specyficzne poczucie humoru. Jak przekonać męża do założenia innej bluzy? Powiedzieć mu, że obecna wygląda, jakby za*ebał ją z pomocy dla powodzian. [Oczywiście nic do powodzian nie mamy.]

spaghetti bolognese

- sos bolognese Dolmio - 6 zł

- makaron spaghetti Lubella - 4 zł

- wieprzowe mielone 45 dag - 4 zł

- łyżka oleju, łyżeczka soli, 3 listki bazylii

- woda, gaz

Czyli 14 zł + gotowanie.

A obiad dla 4 osób jak talala.

Do garnka dajemy odrobinę oleju na rozgrzanie. Gdy jest cieplutki, wrzucamy mielone. Mieszamy, aby mięso nie przywarło. Dbamy, aby był mały ogień. Mięso z różowego musi stać się brązowe; zajmuje mu to jakieś 20 minut. Jeśli w smaku jest, hm, gumowe, to znaczy, że jeszcze trochę mu potrzeba. ;)

W międzyczasie wyciągamy drugi garnek i gotujemy posoloną wodę na makaron.

Kiedy aromat mięsa zaczyna nam wiercić dziurę w brzuchu, to znak, że należy dodać sos. Pierwszy raz użyliśmy sosu firmy Dolmio. I jesteśmy bardzo zadowoleni; piękny pomidorowo - ziołowy zapach, smakowity, intensywny kolor. Sos gotujemy 20 minut. Mięso przejdzie aromatem sosu. Jako, że jesteśmy fanami bazylii, dodajemy porwane na kawałki 3 listki.

W trakcie tych 20 minut powinno udać nam się ugotować makaron.

Jak widać, zabawa w kuchni zajmuje jakieś 45 minut. Można szybciej, ale ja jestem zwolenniczką gotowania na bardzo małym ogniu- żeby sos i mięso przeszły swoimi zapachami.

Gotowanie to jeden z elementów Naszych Piątków. Przyjemny to czas. :)