Ostatnio na ndikufunie tylko gastrofuna i gastrofuna. A my nie tylko razem gotujemy.
Zdarza nam się przecież sprzątać, chodzić na zakupy.
To też, ale tak na poważnie, to nie jesteśmy jeszcze stu procentowym esdeemem. Cieszymy się swoją obecnością, lubimy spędzać ze sobą czas, a nawet mamy sprzeczki, w których mój M. nie ma ostatniego zdania, które brzmi ‘dobrze, kochanie’.
Praca uniemożliwia nam spędzanie ze sobą tyle czasu w wakacje, ile byśmy chcieli. Bo przeważnie ja zaczynam, gdy M. wychodzi z pracy.
Ale udało się nam pojechać na 4 dni na wieś. Wspaniałe 4 dni… 24 godziny na dobę Razem. Łapałam się na tym, że myślałam, że to zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Mimo, że nie było śniadania do łóżka i polnych kwiatów, czułam się, jak podczas pierwszego wyjazdu, gdy byliśmy ze sobą nie 26 miesięcy, a tylko 2.
Byliśmy także na weselu Dichiego, mojego kolegi. Każde nowe doświadczenie czegoś nas uczy o nas samych. Na szczęście są to pozytywne kwestie.
Szukamy sali weselnej. No cóż, przyszła kryska na matyska.
Jutro jedziemy oglądać pierwsze miejsce, chcemy termin na sierpień lub wrzesień 2008 2009. Włączyło mi się myślenie życzeniowe i popełniłam cyfrówkę. ![]()