Już dawno odkryłam, jak przydatne jest to pudełko z kabelkami w środku, będące komputerem (moja wiedza na jego temat właśnie tak się prezentuje). O Internecie też wiedziałam sporo; niejednokrotnie informacje w nim zdobyte mnie ratowały. To fakt.
Ale Craig nauczył mnie, jak uczynić korzystanie z sieci jeszcze łatwiejszym i poręcznym. Kiedy zdałam sobie sprawę, jak bardzo skomputeryzowałam się przy Craigu, to aż mnie zmroziło:
- gmail
- google reader
- 2 konta na flickr- zdjęcia mojego autorstwa i foty mojej skromnej osoby
- blog na wordpress (poprzednie miejsca były w porównaniu z tym adresem naprawdę słabe)
- Netvibes
- strony z komiksami po angielsku (świetna metoda nauki)
- wspólny google calendar,
- wspólny blog: ndikufuna,
- wspólna strona na flickr,
- wspólna picasa
To chyba wszystko.
Przypadkiem poznałam także nowe miejsce pracy mojego Kota.
Tak, tak! Mój Mariusz dostał pracę. Będzie “klikał” to, w czym jest dobry, co lubi, co pomoże Mu rozwinąć zainteresowania. Trochę nauki przed Nim (wiemy przecież, ile wiedzy przekazują polskie uczelnie), choć i tak musi być zorientowany w temacie (skoro Go przyjęli…). A poza tym atmosfera w pracy jest bardzo miła i widać, że zależy Im na rozwoju pracowników.
A o tym, że klimat jest naprawdę świetny, miałam okazję przekonać się osobiście.
Nie chcąc robić zbytniego zamieszania, czekałam na klatce schodowej firmy, podczas gdy mój M. był w trakcie podpisywania kontraktu. Co chwilę ktoś pytał mnie, czy czekam na Mariusza ;), aż w końcu jeden z już
współpracowników mojego Craiga zaprosił mnie na górę, posadził w pokoju informatyków i ugościł sokiem i ciasteczkami :D.
Z nutką zazdrości patrzyłam na Craiga, który będzie w pracy mówił w dużej mierze po Angielsku. Gdyby nie to, że na mój widok komputery same się resetują, to zastanowiłabym się nad drugim kierunkiem- o nachyleniu informatycznym… ![]()
0 Responses to “Skomputeryzowana.”
Leave a Reply